„Karnawał Solidarności” na Pomorzu Zachodnim w latach 1980-1981.
Napisał: Robert Kościelny
IPN Szczecin
  
czwartek, 26 marca 2009

Szanowni Państwo,

        Częstym określeniem na to co działo się w okresie „Solidarności” jest słowo „karnawał” – „karnawał Solidarności”. I chociaż mówienie o karnawale w Poście zapewne nie jest stosowne, chciałbym jednak zacząć od tego pojęcia, bo pozwoli już na wstępie zasygnalizować jeden z aspektów określających „Solidarność”.
        Uczą antropolodzy kultury, że karnawał to święto masek, święto przebierańców, to święto błaznów. To czas, w którym świat niepoważny, świat zabawy, krotochwili, świat na opak bierze na moment odwet na świecie odpowiedzialnym, świecie ładu, świecie hierarchii i normy. To czas, na szczęście krótki, w którym parodia góruje nad rzeczywistością. Karykatura nad prawdziwym obliczem. Kłamstwo nad prawdą.
        W tym momencie widać jak niefortunne było ukucie i wprowadzenie do powszechnego obiegu takiego określenia na „czas Solidarności”; bo przecież to nie „człowiek zabawy” i to zabawy bardzo nieodpowiedzialnej, bo zabawy we władcę zdominował realia szesnastu miesięcy trwania Związku, ale „człowiek pracy”; czyli gospodarz, suweren, któremu udało się na chwilę, nie chcącą niestety trwać wiecznie, usunąć z tronu przebierańca-uzurpatora. Czyli PZPR – samozwańczą „przewodnią siłę społeczeństwa”.
        Bo wydarzenia, które miały miejsce od sierpnia 1980 r. do grudnia roku 1981, to okienko normalności, otwarte szeroko, dzięki ludziom odważnym, na wskroś moralnym, dla których najważniejszym motywem tego historycznego czynu było pragnienie przewietrzenie, zatęchłych po zimie komunistów, pomieszczeń „najweselszego baraku” w obozie socjalistycznym. I nastała „wiosna Polaków” - urokliwa pora roku: piękna, ale też burzliwa, zmienna, niespokojna. Jak to wiosna.

Zaufanie, ale ograniczone

        Zaufanie jakie otrzymała ekipa Edward Gierek od społeczeństwa, a czego symbolicznym wyrazem była pozytywna odpowiedź strajkujących w styczniu 1971 r. na słynne „pomożecie?” pierwszego sekretarza KC, skończyło się dosyć szybko. Jak wynika z raportów Służby Bezpieczeństwa, już wiosną 1971 r., niektórzy pracownicy Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego byli oburzeni faktem, iż przywódca polskich komunistów, „gospodarz z Katowic”, na XXIV, marcowym, zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego zapewniał radzieckich towarzyszy o poparciu jakiego polscy robotnicy udzielają Krajowi Rad: „Gierek nas oszukał”, kwitowali kłamstwo I sekretarza stoczniowcy.
        Warto też zwrócić uwagę, że jak wynika z meldunków operacyjnych komunistycznej policji politycznej, nawet w apogeum poparcia dla osoby I sekretarza, czyli tuż po słynnej „nocnej wizycie” jaką Gierek i Piotr Jaroszewicz złożyli strajkującym w „Warskim” 24 stycznia 1971 r., dały się słyszeć nieliczne, ale – jak czytamy w esbeckich raportach – „znamienne” głosy sceptyczne co do szczerości intencji „przywódców partyjno-rządowych”.
        Na razie jednak nastąpiło umacnianie się pozycji politycznej nowego kierownictwa. Takie gesty jak zamrożenie cen żywności do końca roku 1972 (przedłużane do końca 1975 roku), podniesienie cen skupu mleka i mięsa, chwilowe złagodzenie cenzury, zapowiedź zmiany polityki państwa wobec Kościoła katolickiego, wzrost konsumpcji w dużej mierze dzięki kredytom zaciąganym w Europie Zachodniej (tzw. „sukcesy na kredyt”), nastawiały przychylnie społeczeństwo do nowej władzy, rodziło też postawy konformistyczne, wzmacniane wiedzą o represjach jakie spotykały niepokornych; uczestników wydarzeń z 1968 i 1970 roku. Do działalności opozycyjnej zniechęcały też wysokie wyroki jakie zapadły w procesach politycznych początków lat siedemdziesiątych; członków opozycyjnej organizacji „Ruch” oraz braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków, którzy w październiku 1971 r. wysadzili w powietrze aulę WSP w Opolu, gdzie następnego dnia miały się odbyć uroczystości ku czci MO i SB.

Kolejny zjazd partii (po równi pochyłej).

        Niewiara w to, że Polska będzie rosła w siłę, a ludzie będą żyli dostatniej staje się coraz bardziej powszechna od jesieni 1973 r. Dające się coraz dotkliwiej odczuć braki w zaopatrzeniu, pojawiające się tzw. „ceny nowości”, czyli praktyka sprzedaży dotychczasowych artykułów, w nowym opakowaniu lub pod nową nazwą, po równie nowych, wyższych. cenach zaczyna sprawiać, że nadzieje na „drugą Polskę” topnieją niczym sól w ukropie.
        Nieocenione źródło dla badacza nastrojów społecznych w peerelu, meldunki SB, donosiły ze Szczecina do centrali MSW w Warszawie, że od września 1973 r. nastąpił niepokojący dla rządzących wzrost narzekań ludności na pogarszającą się sytuację ekonomiczną kraju oraz oskarżeń władzy o nieudolność w kierowaniu sprawami państwa. Gospodarka niedoboru oraz permanentnej nierównowagi rynkowej, to cechy które na trwałe wpisały się w prawidła ekonomii socjalistycznej. W lutym i marcu 1975 r. raporty SB sygnalizowały załamanie nastrojów społecznych w kraju po raz pierwszy w takiej skali od czasów grudnia 1970 r.
        Ale nie tylko błędy gospodarcze zniechęcały obywateli do rządzących Polską komunistów. Również polityka społeczna rodziła liczne zastrzeżenia. W 1973 roku przyjęto uchwałę sejmową w myśl której wychowanie w szkole ma opierać się na socjalistycznym systemie wartości; czym był ten system ustal oczywiście stosowny wydział partii. Jednym z najbardziej uderzających przejawów traktowania Polski jako własności PZPR były dekrety Rady Państwa z października 1972 roku. Pierwszy z nich prawa emerytalne osób zajmujących kierownicze stanowiska rozciągał nie tylko na współmałżonków i dzieci, ale także rodzeństwo, rodziców i wnuków. Drugi zezwalał na utrzymywanie poborów jeszcze przez dwa lata po opuszczeniu stanowiska. Wydane w tym samym miesiącu wytyczne Biura Politycznego w sprawie nomenklatury kadr kierowniczych formalizowały istniejący już od dawna system delegowania przez partię „zaufanych” ludzi na określone, intratne, stanowiska.
        W 1974 r. w cyklu tzw. „kazań świętokrzyskich” – wygłoszonych w katedrze warszawskiej, prymas Stefan Wyszyński skrytykował tendencje władz do zawłaszczania państwa, stwierdzając m.in., że boskie pochodzenie władzy nie oznacza jej nieograniczoności.
        Coraz gorsze warunki życia, zawłaszczanie państwa przez nieakceptowanych społecznie komunistów ( w latach siedemdziesiątych nikt się nie chwalił tym, że należał do PZPR – przypominał słusznie Bronisław Wildstein), budziły narastającą z każdym rokiem niechęć do „czerwonej burżuazji”. Należy dodać do tego kłamstwo „propagandy sukcesu” wylewające się mętną wodą słów z ówczesnych publikatorów. O tym jak obłędne rozmiary, nieliczące się zupełnie z realiami w jakim znalazł się kraj, przybrała polityka manipulacji świadomością społeczną, niech świadczą słowa, jakie wypowiedział Wiesław Klimczak, kierownik Wydziału Pracy Ideowo-Wychowawczej KC PZPR do wojewódzkich speców od propagandy, w których stwierdził że powinni oni „z większą siłą i skutecznością upowszechniać rzeczywisty, optymistyczny obraz naszego rozwoju społeczno-gospodarczego, umacniać dumę z uzyskanych osiągnięć, prawdą bowiem jest, że efekty minionego 5-lecia i rezultaty I półrocza są zadawalające, że osiągamy i przewyższamy założone relacje ekonomiczne”.
        Należy podkreślić, że słowa te padły miesiąc po wydarzeniach czerwca 1976 r., które najmocniej pokazały jak silny jest kryzys państwa i to zarówno w wymiarze gospodarczym jak i politycznym. Które obnażyły brak poparcia społecznego dla władz i jej polityki „dynamicznego rozwoju”.
        Brutalne, choć bez użycia broni palnej, rozprawienie się władzy z protestującymi w Radomiu i Ursusie przeciw podwyżką cen spowodowało uaktywnienie się środowisk opozycyjnych. We wrześniu 1976 r. powołano do życia Komitet Obrony Robotników. W marcu 1977 Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela. We wrześniu 1979 roku powstanie Konfederacja Polski Niepodległej. Dodajmy do tego takie inicjatywy jak Ruch Młodej Polski z Gdańska, czy Wolne Związki Zawodowe. Po zabójstwie przez SB Stanisława Pyjasa w maju 1977 roku powstanie Studencki Komitet Solidarności. Od stycznia 1978 r. działało Towarzystwo Kursów Naukowych.
        Niezwykle istotnymi wydarzeniami w historii Polski, był wybór kardynała Karola Wojtyły na papieża w październiku 1978 roku oraz Jego pielgrzymka do Polski, trwająca od 2 do 10 czerwca 1979 r. O tym jak bardzo władze obawiały się wizyty Pielgrzyma, świadczą słowa Stanisława Kani, członka Biura Politycznego i sekretarza KC w jednej osobie, wypowiedziane na telekonferencji z dnia 2 marca 1979 r, czyli dzień po ustaleniu terminu wizyty papieża na 2-10 czerwca: „Dzisiaj jest jasne, że do licznych kłopotów wewnętrznych, dochodzi kłopot nowy i to z importu. Pewnym jest i przesądzonym przyjazd papieża do Polski w bieżącym roku”.

Wielki Strajk.

         Pogarszająca się w coraz szybszym tempie sytuacja gospodarcza kraju, zmusza władzę do podwyżki cen żywności 1 lipca 1980 roku. W ten sposób, że do sprzedaży w „sklepach komercyjnych” wprowadzono kolejne gatunki mięsa i jego przetworów, co w konsekwencji spowodowało wzrost cen 135 artykułów spożywczych – od 40 do 75 %. Spowodowało to, już od 1 lipca, wybuch krótkotrwałych strajków w różnych miastach, gaszonych przyznawanymi przez dyrekcje podwyżkami płac. Najwięcej strajków miało miejsce na Lubelszczyźnie.
        Komuniści zdawali się lekceważyć narastające niepokoje społeczne. Na urlopy wyjechało 12 spośród 19 członków BP i Sekretariatu KC, wśród nich Edward Gierek. Ponieważ nikt nie ruszał pod komitety partyjne, aby je podpalić, strajk w jednym zakładzie trwał nie dłużej niż pięć, sześć dni i dał się zgasić przyznawaną przez dyrekcję podwyżką, czujność władz została uśpiona. Po drugiej stronie – skoro siły porządkowe nie reagowały, a dyrekcja dawała pieniądze – robotnicy czuli się ośmieleni (A. Paczkowski).
        Protest, który wybuchł 14 sierpnia w Gdańsku, miał odmienny niż inne, wcześniejsze, charakter. Został zorganizowany przez działaczy WZZ, pierwszym postulatem było przywrócenie do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy. Domagano się budowy pomnika ofiar Grudnia’70 i podwyżek płac. Od 15 sierpnia stawały kolejne zakłady. 16 sierpnia dyrekcja przyjęła żądania i Wałęsa ogłosił koniec strajku. Decyzja wzbudziła zastrzeżenia tych, którzy przypominali o podjętych strajkach solidarnościowych ze stocznią. W nocy z 16 na 17 sierpnia do stoczni dotarli przedstawiciele 21 nie pracujących zakładów i utworzono Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Strajki zaczęły rozszerzać się błyskawicznie: 18 sierpnia w MKS reprezentowane było 156 zakładów. Sformułowano 21 postulatów. W pierwszym domagano się od władz niezależnych związków zawodowych.
        W piątek 15 sierpnia premier Edward Babiuch ogłosił przed kamerami TV wiadomości o strajkach w największych zakładach pracy. Jeżeli w intencjach władz, szczere przyznanie się do problemów strajkowych miało nastroić pracowników innych zakładów w kraju, bardziej przychylnie do rządzących, to zamiar ten nie powiódł się.
        W Szczecinie już od rana, 16 sierpnia, oceniano przemówienie premiera PRL, w tonie wielce dla komunisty nieprzychylnym, m.in. podkreślając dający się zaobserwować strach mówcy przed protestami w Gdańsku, jak też podnosząc, że przemówienie w najmniejszym stopniu nie wpłynęło na uspokojenie nastrojów w Trójmieście. Komentujący ze Stoczni Remontowej „Gryfia” zastanawiali się nad prawdopodobieństwem wybuchu strajku w zakładzie: „w poniedziałek (18 VIII – R. K.) może być różnie, jak się w Gdańsku nie uspokoi”, mówiono, w „Remontówce”.
        Natomiast w Szczecińskiej Stoczni im. Adolfa Warskiego, 16 sierpnia, na terenie szeregu Wydziałów rozpowszechniane były pogłoski o rozpoczęciu strajku w „Warskim” w poniedziałek 18 sierpnia. Główne powody, dla których miano przerwać pracę było, obok domagania się poprawy zaopatrzenia sklepów w żywność, żądanie polepszenia polityki ekonomicznej kraju, która, według stoczniowców, przybrała już formę anarchii gospodarczej, oraz pociągnięcie do odpowiedzialności osób odpowiedzialnych za zapaść gospodarki narodowej. Rozmawiający apelowali, o przyniesienie w poniedziałek większej ilości żywności, na wypadek strajku.
        Wiodącym w województwie zakładem była Stocznia im. Adolfa Warskiego; z racji znaczenia ekonomicznego dla regionu, ilości osób zatrudnionych (ok. 10 tys.), a nade wszystko z powodu przywództwa w strajkach ogólnomiejskich z grudnia 1970 r. i stycznia roku 1971. Stąd oczywistym było, że strajk w zakładzie zatrudniającym osoby zaprawione w walce z komunistami (wielu z aktywnych uczestników wydarzeń grudniowo-styczniowych, nie zrezygnowało po tych wydarzeniach z działalności, ocenianej przez SB jako „szkodliwa”), będzie sygnałem dla innych przedsiębiorstw w mieście i województwie. Według dość zgodnej opinii uczestników strajku sierpniowego, „Warski” nie rozpoczął strajku już w piątek 15 sierpnia, ze względu na to, iż dwa następne dni były wolne od pracy. W poniedziałek, 18 sierpnia, stoczniowcy wprawdzie przystąpili do swych zajęć, „jednakże aż do przerwy śniadaniowej toczyły się rozmowy i dyskusje, z których wynikało, że przerwa w pracy rozpocznie się po śniadaniu”.
        Jako pierwsza zastrajkowała Stocznia Remontowa „Parnica”. W dniu 18 VIII 1980 r. o godz. 6:00 około 500 pracowników nie przystąpiło do pracy. Według SB, już w szatni przed rozpoczęciem porannej zmiany „powstała spontaniczna decyzja”, zebrania załogi na terenie warsztatów Wydziału Kadłubowo-Ślusarskiego, celem przedstawienia dyrekcji postulatów.
        Komitet strajkowy zebrał się w świetlicy Oddziału Ruchu, gdzie ostatecznie zredagował postulaty, „a następnie odczytano je załodze zebranej w hali Wydziału Kadłubowo-Ślusarskiego”. Oprócz żądań ekonomicznych, pracownicy przedstawili też dezyderaty polityczne, a wśród nich domagano się „uznania niezależnych związków zawodowych”. Żądano też zniesienia cenzury, swobód dla Kościoła katolickiego. Za tragiczną sytuację w jakiej znalazł się kraj obwiniano PZPR i związki zawodowe. Na treść postulatów w „Parnicy” mogli mieć wpływ członkowie niewielkiej grupy WZZ Pomorza Zachodniego, działającej w tej Stoczni.
        Strajk w „Warskim” rozpoczął się po śniadaniu, ok. godz. 10: 00, na znak solidarności ze stoczniowcami Gdańska i Stocznią Remontową „Parnica”. Zebrani ze wszystkich wydziałów pracownicy, zgromadzili się przy bramie głównej, przed budynkiem dyrekcji. Byli tam już obecni „prominenci” regionu m.in. I sekretarz KW Janusz Brych. Oficjele nie zdołali jednak zapanować nad tłumem, który burzył się coraz bardziej: „zachodziła obawa, że ludzie stracą panowanie i wyjdą na ulice”, wspominał Eugeniusz Szerkus, działacz z grudnia 1970 i stycznia 1971 r. Na jego apel stoczniowcy udali się na wydziały, gdzie rozpoczęli wybory delegatów do komitetu strajkowego poszczególnych wydziałów oraz komitetu strajkowego całej Stoczni. Zaowocowało tu doświadczenie grudnia 1970 i stycznia 1971 r., który, według Szerkusa, był (do czasu Sierpnia) „jedynym zwycięstwem ludzi pracy”.
        Wybór „trójek wydziałowych” (od 3 do 6 osób) przebiegł bardzo sprawnie. A po godzinie gotowe już były postulaty wydziałowe. Wśród postulatów 26 Wydziałów Stoczni „Warskiego” częstym żądaniem, różnie zresztą artykułowanym, było utworzenie związków zawodowych niezależnych od władz partyjnych i administracyjnych. Pojawiały się też postulaty domagające się zniesienia cenzury, pociągnięcia do odpowiedzialności winnych kryzysu, przywrócenia do pracy osób zwolnionych za działalność strajkową w 1970 i 1971 r., a nawet kadencyjności funkcji I sekretarzy wszystkich szczebli. Żądano zapewnienia komunikacji telefonicznej z Gdańskiej. W ciągu czterech godzin wyłoniono Komitet Strajkowy „Warskiego”.
        W jego skład weszli: Marian Jurczyk, członek komitetów strajkowych z grudnia 1970 i stycznia 1971 r., magazynier, jako przewodniczący, Ludwik Gracel, brygadzista z Wydziału K-2, członek PZPR, Kazimierz Pipla, spawacz z Wydziału K-1 partyjny, Jan Łebkowski, mistrz Wydziału Ślusarni (W-5), sekretarz OOP, Bogdan Gałkowski, z W-6 (obsługa statków), Maria Chmielewska, z Wydziału W-4 (Rurownia). 19 sierpnia, około 14.00 w Stoczni zawiązał się z grona Komitetu Strajkowego „Warskiego” oraz przedstawicieli 20 zakładów Szczecina – Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Jego przewodniczącym został Marian Jurczyk. 21 sierpnia, w momencie podjęcia rozmów z Komisją Rządową, MKS liczył 60 zakładów.
        Strajkom sierpniowym towarzyszyła niepowtarzalna atmosfera. Świadek wydarzeń tak wspominał klimat tamtych dni: „W okresie wydarzeń sierpniowych całe zło zamarło. Ludzie byli dla siebie grzeczni i uprzejmi. Nie spotykało się pijaństwa. Nawet chuligani gdzieś się pochowali. Nie chciało się wierzyć, że w tak krótkim czasie może zapanować ład i porządek”.

Sierpień zerwaniem z Grudniem. Problem genezy.

        Dość powszechnie mówi się, że genezą Sierpnia był Grudzień. Z pozoru sprawa jest oczywista: doświadczenie strajków grudniowo-styczniowych z lat 1970 i 1971 zaowocowało nie wychodzeniem na ulice, utworzeniem komitetu strajkowego (choć tu wzorcem mógł być przebieg strajków sierpniowych w innych miastach, zwłaszcza Gdańska), pojawieniem się, jako najważniejszego, postulatu utworzenia niezależnych związków zawodowych.
        Z drugiej jednak strony należy zwrócić uwagę, że w pamięci uczestników wydarzeń z zimy 1970 i 1971 roku, wypadki grudniowe to nade wszystko tragedia jaka wydarzyła się, za sprawą komunistów, 17 i 18 grudnia, a nie sukces organizacyjny związany z działalnością Ogólnomiejskiego Komitetu Strajkowego w dniach 18-22 grudnia 1970. A styczeń 1971 r. to bardziej rozczarowanie ekipą Gierka, o pierwszych jej symptomach już wspominaliśmy, niż symbol sukcesu i działalności Komisji Robotniczej. Nawiasem mówiąc w czasie rozmów z wicepremierem Barcikowskim, MKS nie powołuje się na fakt domagania się przez strajkujących w grudniu 1970 powołania niezależnych, „podległych klasie robotniczej” związków zawodowych, choć przypomina Grudzień ’70 minutą ciszy upamiętniającą ofiary, od jakiej rozpoczęły się rozmowy z wysłannikami z Warszawy.
        Mówiąc krótko Grudzień 70’ był raczej traumą niż mobilizującym do działania wydarzeniem. Stąd, można zaryzykować hipotezę, że w pewnym sensie Sierpień był zerwaniem z Grudniem, z traumą Grudnia.
        Znamiennym jest zachowanie się komitetu strajkowego w porcie, który dał się namówić przez kierownictwo zakładu do izolacjonistycznych negocjacji ( z pominięciem MKS w Stoczni) z przedstawicielami Komisji Rządowej. Aby wzmocnić niechęć portowców do współdziałania z „Warskim”, kierownictwo przywołało pamięć tragedii Grudnia ’70, mówiąc o niebezpieczeństwach jakie wiążą się ze strajkiem w Stoczni „Warskiego”. Komitet strajkowy zawarł porozumienie w kwestii płac i Karty Portowca i rozwiązał strajk. Dopiero załoga, która odrzuciła porozumienie jako rozłamowe, zmusiła komitet do kontynuowania strajku solidarnościowego i przystąpienia do MKS.
        Co zmobilizowało świat pracy do walki o swoje prawa? Jest to pytanie, na które należałoby odpowiedzieć w toku badań nad historią tych dni.
        Czy takim czynnikiem mobilizującym mógł być, dowartościowujący Polaków niekomunistów, wybór Karola Wojtyły na papieża, Jego pielgrzymka do kraju. Wszak wybór Polaka na Stolicę Piotrową to dowartościowanie Polski tradycyjnej, to tryumf tych wartości, które wyznawała większość społeczeństwa, to ośmielenie do otwartego opowiedzenia się za tymiż wartościami. Warto też zwrócić uwagę na papieski optymizm co do ludzkich możliwości, podkreślanie przez niego godności pracy ludzkiej. Wizyta papieża w Polsce wzmacniała więzi międzyludzkie, pokazywała jak wiele osób myśli podobnie i jaka siła tkwi we wspólnocie.
        Warto też zastanowić się nad znaczeniem Czerwca ’76, wykazującego słabość władzy, która wycofała się z podwyżek w wyniku reakcji robotników – z jednej strony. Z drugiej natomiast uświadomiła ludziom pracy, że wspólne, solidarne działanie, może przynieść efekty. Bardzo znamienne są słowa robotników „Dolnej Odry”, strajkujących 25 czerwca 1976 r., komentujące fakt odwołania przez premiera Jaroszewicza „propozycji zmian cenowych”: „z nami była cała Polska. Solidarność zwyciężyła”.
        Oczywiście nie są to jedyne wydarzenia, nad których rolą, w budzeniu nadziei w społeczeństwie, warto się zadumać.

O wyższości Szczecina nad Gdańskiem.

        Mimo, że strajkujący w Szczecinie odcinali się od zorganizowanej opozycji, niszczyli z polecenia prezydium MKR wydawnictwa KSS „KOR”, nie wpuszczali na teren Stoczni dziennikarzy zachodnich mediów, głosili hasło „prawdziwy socjalizm tak, wypaczenia nie”, kilkanaście postulatów miało charakter ściśle polityczny: niezależne związki zawodowe, zaprzestanie prześladowań działaczy opozycji, umożliwienie utworzenia nowych ugrupowań polityczno-społecznych, prawo do strajku, zniesienie cenzury, pociągnięcie do odpowiedzialności winnych kryzysu w jakim znalazło się państwo.
        Warto zwrócić uwagę, że dwadzieścia jeden postulatów „politycznego” Gdańska nie zawierało żądania umożliwienia tworzenia nowych ugrupowań społeczno-politycznych, jak też postulatu pociągnięcia do odpowiedzialności osób winnych kryzysu w jakim znalazł się kraj. W tym sensie, można by uznać szczecińskie postulaty za śmielej dążące do przywrócenia normalności w kraju.
         Wprawdzie ostrość sformułowań wielu z tych postulatów zostało złagodzonych w toku negocjacji z Komisją Rządową, ale przecież podobnie było w otoczonym sławnymi doradcami Gdańsku, co widać zwłaszcza w brzmieniu pkt. 1 o wolnych związkach zawodowych zawartego w Gdańsku porozumienia z 31 sierpnia 1980 r. Chodzi tu o zapis mówiący o tym, że nowe związki zawodowe uznają kierowniczą rolę PZPR, jak też ograniczający w praktyce teren, na którym mogą one powstawać do obszaru Wybrzeża. Na tę pierwszą kwestię zwracał uwagę rok później Aleksander Krystosiak, przypominając, że w wynegocjowanych przez Szczecin porozumieniach „nie było w ogóle, że uznajemy kierowniczą rolę partii”.
        Również Jadwiga Staniszkis zauważyła, że wynegocjowany w Szczecinie zapis dotyczący związków zawodowych był lepszy od gdańskiego: „W ostatnim rzucie na taśmę, pod naciskiem władzy, [doradcy Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek – R.K]] wprowadzili jednak zapis, że ta robotnicza reprezentacja uznaje kierowniczą rolę partii w społeczeństwie. Była szansa, aby przeszła formuła szczecińska, w której nie mówiło się wprost o kierowniczej roli partii, było tylko odwołanie do konstytucji. Dla strajkujących takie sformułowanie nie byłoby upokorzeniem. Ale Mazowiecki i Geremek uznali, że nie o to chodzi, że musi być dosłownie zapisana partia. I ja wtedy wystąpiłam z grupy negocjacyjnej”. Według Staniszkis doradcy nadużyli swej przewagi intelektualnej, językowej: „Ludzie po podpisaniu porozumienia z kierowniczą rolą partii płakali ze złości, z upokorzenia”, kończyła swą wypowiedź pani socjolog.
        Przypomnijmy też, że w postulatach gdańskich, inaczej niż w Szczecinie, ograniczono zasięg działalności nowych związków do Wybrzeża.
        Historyk badający relacje między rządzącymi wówczas Polską a „Solidarnością”, pisał iż władzom partyjno-rządowym zależało na obecności ekspertów u boku MKS. Opinię tę badacz wsparł uwagą Ludwika Dorna, wyrażoną dziesięć lat po Sierpniu: „przywódcy strajkujących, a zarazem niedalecy przeciwnicy [podczas] rokowań byli (…) białą plamą w tym sensie, że byli całkowicie nierozpoznawalni przez władze pod względem politycznym, personalnym, ideowym i psychologicznym”. Potwierdza to spostrzeżenie, w całej rozciągłości, Kazimierz Barcikowski, który opisując po latach spotkanie z przedstawicielami szczecińskiego MKS, podkreślił, że wśród przyszłych rozmówców rozpoznał tylko Kazimierza Fischbeina, znanego mu ze strajku z 1971 r., natomiast pozostałe osoby były dla niego ludźmi nowymi „i ze zrozumiałą ciekawością oczekiwałem ujawnienia się ich charakterów, osobowości”.
        Również dla drugiej strony, członków prezydium MKS, oficjele byli postaciami anonimowymi. Marian Jurczyk w kilka minut po przedstawieniu przez dyrektora Stoczni „Warskiego”, Stanisława Ozimka, członków Komisji Rządowej, podczas rozmowy z Kazimierzem Barcikowski przyznaje, że „nie zna dokładnie nazwiska” rozmówcy; „ale to chyba nie ma większego znaczenia”, dodaje. Zapewne - większe znaczenie ma dla przywódcy strajkujących sprawa popierania MKS, przez kolejne zakłady pracy. Pomijając stres i być może występujący u przewodniczącego strajkujących załóg Szczecina brak skłonności do zapamiętywania nazwisk, wzmiankowany fakt należy uznać za znamienny, świadczący dobitnie o tym, kto od kogo mógł czuć się uzależniony podczas długotrwałej tury rozmów w „Warskim”: Barcikowski od partii i partyjnych doradców, Jurczyk od stoczniowców i innych strajkujących załóg miasta i województwa.
        O tym, że znajomość przynajmniej niektórych przedstawicieli strajkujących mogła ułatwić pracę Komisji Rządowej, świadczy przypadek szczecińskich doradców, prawników, którzy wśród ekspertów strony rządowej rozpoznali dwóch znanych profesorów prawa (Adam Łopatka, Zbigniew Salwa) oraz miejscowego prokuratora. Uczestniczący w tej części negocjacji, Janusz Korwin-Mikke, relacjonował: „ Tu [po zapoznaniu się przez doradców MKS z nazwiskami rozmówców z przeciwnej części komisji ekspertów – R. K.] tragedia: (…) Moi koledzy biorą się za głowy: dwaj u nich studiowali…Duch nagle załamuje się…Pocieszam kolegów, że nie nazwiska ważne, lecz argumenty”. Zapewne robotnicy nie mieliby takich obiekcji jakie trapiły byłych studentów „czynnych i twardych marksistów”, jak przybyłą z Barcikowskim profesurę określił Janusz Korwin-Mikke, podobnie jak nie przeżywali traumy postulując utworzenie niezależnych związków zawodowych. Podczas gdy ekspert prezydium MKS, Mieczysław Gruda, stwierdził, że w czasie omawiania, w eksperckiej grupie strajkowo-rządowej, punktu dotyczącego wolności związkowej po raz pierwszy w życiu był „na trochę trzęsących nogach, bo to przecież potworna odpowiedzialność”.
        Nie rozstrzygając, czy i na ile te, psychologiczne zależności między władzą a ekspertami MKS wpływały na przebieg negocjacji oraz nanoszone w ich trakcie korzystne dla władzy poprawki, zauważmy tylko, że były obecne.

Po Wielkim Strajku.

         Ludzie wiązali wielkie nadzieje z czasem, który rozpoczął się wraz z podpisanymi porozumieniami: „Sierpień 1980 odczułam jako Wielkanoc. To było zmartwychwstanie. Płakałam z radości i jednocześnie wierzyłam, że będzie sprawiedliwość. Wierzyłam, że taka właśnie będzie nasza ojczyzna, że taka właśnie będzie Polska”, mówiła niedługo po podpisaniu porozumień świadek upalnego, politycznie, lata 1980 roku.
        Często podkreśla się, że szczeciński model porozumienia z władzą był „modelem bezkonfliktowym”, pisali zresztą o tym w swych wspomnieniach z negocjacji w Szczecinie Kazimierz Barcikowski i Adam Łopatka. Natomiast model gdański był bardziej ofensywny, nastawiony na konfrontację z władzą. Był „modelem konfliktowym”. Symbolem spolegliwości Szczecinian wobec władzy była Komisja Mieszana, składająca się w 2/3 z przedstawicieli władz a w 1/3 z reprezentantów strajkujących. Przewodniczył jej Kazimierz Barcikowski a jego zastępcami byli: I sekretarz KW w Szczecinie, Janusz Brych i delegat MKS z „Warskiego” Jarosław Mroczek. Jej zadaniem było nadzorowanie przebiegu realizacji Porozumień Sierpniowych zawartych w Szczecinie. Komisja Mieszana miała być swoistą konkurencją dla MKR, kontrującą ewentualne poczynania członków władz związkowych, które zostałyby uznane przez władze za niewygodne.
        Nie rozstrzygając, czy przynajmniej niektóre z posunięć przywódców strajku nie były błędne – wcześniejsze o jeden dzień podpisanie porozumień, pewna skwapliwość w uznaniu socjalistycznego charakteru związku, czy w końcu zgoda na powołanie z założenia nastawionej na współpracę z komunistami Komisji Mieszanej, należy zauważyć, że stopień układności wobec władz mierzymy przecież praktyką działań, a nie tylko deklaracjami wymuszonymi przez okoliczność polityczną, przez taktykę rozmów z silniejszym przeciwnikiem.
        Istotę sprawy dobrze uchwycił Stanisław Kania, mówiąc na posiedzeniu BP: „Trzeba mieć świadomość, że oni chcą odrębnej organizacji, związku socjalistycznego z nazwy, ale antysocjalistycznego w treści”. Zgoda na powstanie nowego związku, niezależnie od deklaracji strajkujących na temat jego socjalistycznego charakteru, „oznacza – kontynuował Kania – stworzenie władzy znacznie ważniejszej niż Sejm i rady narodowe razem wzięte”.

Ku normalności.

        Podporządkowując się lojalnie MKZ w Gdańsku, MKR przystąpił energicznie do pracy, która na pewno nie świadczyła o układności szczecińskich działaczy wobec komunistów. Przywódcy powstającego ruchu społecznego domagają się rozliczeń winnych sytuacji w kraju, wytykają błędy rządzącym, próbują rozliczać władze z ich bieżącej działalności. Działają na rzecz przywracania do pracy ludzi zwolnionych w 1970, 71 i 76 roku. Starają się nagłaśniać sprawy przestępstw gospodarczych, nadużyć MO i SB.
        Następuje stopniowe pozbywanie się z prezydium MKR członków partii: w sierpniu było ich sześciu; w tym obaj wiceprzewodniczący Kazimierz Fischbein i Marian Juszczuk. Od 1 września do końca listopada pozbyto się wszystkich. Już od końca września następują ataki MKR na członków KM m.in. za piętnowanie, zgodnie z intencjami władz, elementów antysocjalistycznych. Z czasem krytyka ta będzie się zwiększać, aż w końcu pod koniec listopada dojdzie do wycofania przedstawicieli szczecińskiej „Solidarności” z Komisji i jej rozwiązania.
        Zmiany jakie następują w Polsce po przełomie sierpniowym wpływają na wzrost aktywności obywatelskiej. Pojawiają się nowe ruchy społeczne inteligencji, rolników, rzemieślników, młodzieży. Przybudówki partii, ZSL i SD, zaczynają akcentować niezależność. Również w łonie „przewodniej siły” pojawiają się tendencje do radykalnej odnowy partii – struktury poziome („poziomki”).
        Życie społeczne w kraju staje się coraz bardziej autentyczne, odrzuca fasadę, za którą ukrywała je partia od chwili przejęcia w Polsce władzy. Społeczeństwo, widząc opór ze strony rządzących w realizacji postanowień sierpniowych, a nade wszystko dostrzegając nieudolność w rozwiązywaniu problemów przed jakimi stanął kraj, w którym puste półki sklepowe stały się najbardziej widocznym przejawem upadku systemu, stara się wziąć sprawy w swoje ręce. Pojawiają się pomysły utworzenia samorządu pracowniczego, który miał odebrać władzę w zakładzie z rąk bądź nieudolnych, bądź zbyt zależnych od partii dyrektorów. Coraz częściej mówi się o usunięciu z zakładów pracy komórek organizacji partyjnej.
        Na I Walnym Zebraniu Delegatów NSZZ „Solidarność” Pomorza Zachodniego (5-9 czerwca i 4-5 lipca 1981 r.) Komisja ds. Reformy Gospodarczej i Samorządu Pracowniczego przygotowała szereg projektów rozwiązań organizacyjnych i prawnych, które miały uwolnić potencjalne siły narodu – w tym widziano jedyną szansę na wyjście z kryzysu. (Z. Matusewicz).
        Coraz częściej mówiono o konieczności przeprowadzenia pięcioprzymiotnikowych, w pełni demokratycznych, wyborów do sejmu i rad narodowych. PZPR staje się coraz bardziej balastem, agresywną, bezrozumną przeszkodą dla zmian, mających wprowadzić w kraju normalność. Świat „Solidarności” zaczął przerastać zmurszały świat PZPR, która coraz bardziej obawiała się, że podzieli losy CRZZ zmuszonego do samorozwiązania się z powodu braku członków.
        Zjawisko samorealizacji społeczeństwa ujawnia się z całą mocą na I Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ „Solidarność”. Stawia się tu postulaty usunięcia ze statusu Związku poniżającego uczestników ruchu „Solidarności” zapisu o kierowniczej roli PZPR, wymiany partyjnych mianowańców na autentycznych reprezentantów narodu; czyli wyborów do sejmu, a w duchu hasła „za wolność waszą i naszą” delegaci Zjazdu przyjmują „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej”. Pomorze Zachodnie wpisuje się w ten nurt. W tezach regionalnych Marian Jurczyk przedstawia program reformy gospodarczej zrywającej z centralnym zarządzaniem i nomenklaturą, szef szczecińskiego związku mówi o samorządzie terytorialnym, wyborach do sejmu, odebraniu komunistom środków masowego przekazu oraz pluralizmie politycznym. Podobne tezy Marian Jurczyk głosić będzie w przemówieniu kandydata na przewodniczącego „Solidarności”.
        Coraz częstsze głosy domagające się odsunięcia nieudolnego psuja, jakim była PZPR, od władzy i zastąpienia go siłami mającymi pomysły i poparcie społeczne dla ich realizacji, wynikały również z obawy, że coraz bardziej zmęczone społeczeństwo przestanie się angażować w życie polityczne, zacznie uciekać w prywatność. A w takiej sytuacji trudno było by budować społeczeństwo samorządne, demokratyczne, pluralistyczne.

Powrót na czołgach budowniczych Polski Ludowej.

        Ówczesne badania socjologiczne „Polacy 81”, wskazywały na to, że Polacy są zmęczeni, i choć nadal bardziej cenią demokrację i pluralizm niż totalitaryzm a’la późny Gierek czy wczesny Jaruzelski, to jednak opowiadają się za spokojem. Coraz częściej zniechęceni obywatele mówili o braku efektów zwycięstwa „Solidarności”, o tym, że zwycięstwo to było pyrrusowe. Coraz częściej dawała o sobie znać frustracja, wynikająca z celowego blokowania przez komunistów aspiracji społecznych.
        1 grudnia 1980 r., Zarząd Regionu „Pomorza Zachodniego” mówi o porozumieniu narodowym, ale pod warunkiem odbudowania autentycznych i rzeczywistych instytucji władzy w państwie, przeprowadzenia do 1 czerwca 1982 r. wyborów do sejmu i rad narodowych, wszczęcia postępowania karnego wobec winnych strzelania do ludzi w 1956 i 1970 roku oraz ukarania tych, którzy doprowadzili do ruiny gospodarczej kraju.
        Równie jasno sprawę stawiała Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” Stoczni „Warskiego”, w oświadczeniu, w którym termin wyborów do sejmu i rad narodowych wyznaczono na 31 maja 1982 roku. Niezrealizowanie tego żądania miało upoważnić Związek do przeprowadzenia, w tym samym terminie, wyborów przez „Solidarność” w porozumieniu z innymi organizacjami będącymi „rzeczywistymi reprezentantami społeczeństwa”. Oświadczenie zakończono stwierdzeniem „Po dokonaniu tych wyborów obecnie istniejąca władza utraci wszelkie atrybuty legalności”.
        8 grudnia w Prezydium Zarządu Regionu „Pomorza Zachodniego” oznajmiono, że „Solidarność” chce władzy, ale dla społeczeństwa, a walka o nią będzie prowadzona zgodnie z konstytucją.
        „Solidarność” w czasie swego szesnastomiesięcznego trwania generowała nowe byty polityczne i społeczne. Wolne wybory miały dać im możliwość funkcjonowania w pluralistycznym społeczeństwie. Ruch „Solidarności” wyłaniał partnerów do politycznej debaty, kreował prawidła nowego świata politycznego, w którym dla komunistów nie byłoby miejsca – siłą rzeczy, a nie z powodu „zoologicznej” do nich niechęci. Wszystko to co pojawiłoby się w tej nowej rzeczywistości politycznej zawdzięczałoby swoje narodziny „Solidarności”, również odrodzony ruch lewicowy.
        Mówiąc krótko: nie jakaś forma porozumienia z komunistami dała by Polsce nową jakość polityczną, nie jakiś „okrągły stół” stałby u początków III Rzeczypospolitej, ale żywioł wielkiego, ogólnospołecznego, ruchu zrodzonego w Sierpniu ’80 roku na Wybrzeżu. Wielki Strajk, gorącego politycznie lata, jak Wielki Wybuch stałby się początkiem Nowego Życia.
        I to chyba najbardziej przerażało komunistów, jak też, bądźmy szczerzy, niejednego z doradców Związku. I to przypieczętowało los „Solidarności”.


Instytut Pamięci Narodowej



Faktografia na podstawie źródeł ze szczecińskiego Oddziału BUiAD oraz prac: A. Paczkowski, Droga do „mniejszego zła”. Strategia i taktyka obozu władzy lipiec 1980-styczeń 1982, Kraków 2002; J. R. Sielezin, Płaszczyzna konfrontacji politycznej między „Solidarnością” a władzą w latach 1980-1981, Wrocław 2005; Z. Matusewicz, Szczecin 1980-1981. Rewolucja „Solidarności”, Szczecin 1997. Skorzystano też z wywiadu z J. Staniszkis: „W odświętnych ciuchach”, w: Rzeczpospolita 4 IX 2004 nr 36.

Relacja zdjęciowa
<< wstecz   dalej >>
(C) 2007 Fundacja Veritas