Rozmowa z panem prof. Władysławem Bartoszewskim
Napisał: Mirosław Ostrowski   
poniedziałek, 08 maj 2006
Marcin Górka: Ludzie głosowali na koalicję PiS i PO, a w rządzie będzie Samoobrona. Jak to się stało?

Prof. Władysław Bartoszewski: O to trzeba by zapytać polityków, którzy zostali wybrani. Nie zakładam ich złej woli. Oni przeliczyli się z własnymi siłami i umiejętnościami.

Kandydata na prezydenta Szczecina Jacka Piechotę popiera nie tylko SLD, ale i Partia Demokratyczna, ugrupowanie postsolidarnościowe. To wyłom. Czy to znaczy, że w polskiej polityce podział na czerwonych i pozostałych traci znaczenie?

- Nie wiem, czy to wyłom. Ja wiem, że nad tym ubolewam. W sytuacji, gdy żyją wciąż uczestnicy i świadkowie trudnej drogi przebytej do suwerenności Polski, powinno być jasne rozróżnienie rodowodów. Nie musi z tego wynikać ostateczne rozliczenie, ale indywidualna ocena. Nie można uważać wszystkiego za jednoznaczne i równie warte, bo jeśli wszystko jest równie warte, to nic nie jest warte więcej.

Jak w nowej sytuacji czuje się Pan, współtwórca demokratycznej Polski?

- Nie jestem twórcą, ja przyjąłem już istniejącą Rzeczpospolitą i byłem jej ambasadorem. Ale powiadam: jeżeli prezydentem Polski byłby pan Lepper, to ja emigruję politycznie. Wyjadę z Polski.

Ale wicepremiera Leppera pan jakoś strawi?

- Ja go nie wybierałem, proszę pytać jego wyborców. Prezydent jest symbolem państwa, gdyby większość obywateli mojego państwa chciała takiego symbolu, to ja się z nimi dalece rozmijam. A za premiera odpowiadałbym, jeśli byłbym w rządzie, a nie jestem i nie mam zamiaru. Proponowano mi to, ale nie zgodziłem się, mimo iż bardzo szanuję premiera Marcinkiewicza. Ja w tym rządzie nie chciałem być.

Źródło Gazeta Wyborcza 25.04.2006

<< wstecz   dalej >>
(C) 2007 Fundacja Veritas