O Kościele i jego zdolności do dialogu ze sobą samym mówił ks. prof. Tomasz Węcławski. Jego zdaniem, do dialogu jest zdolny tylko ten, kto zadaje pytania sobie samemu, wchodzi w dialog wewnętrzny. Zastanawiał się, czy istnieją pytania, których ze względu na to, że kwestionują coś lub naruszają pewien porządek, nie wolno zadawać. - Nie ma takich pytań, których nie wolno by było postawić - odpowiedział sobie ks. Węcławski. Za to istnieje W KOŚCIELE poczucie oporu wobec otwartej rozmowy i stawiania pytań. Przyczyny upatruje w szacunku wobec rzeczywistości, z którą mamy do czynienia i do porządku publicznego. Ponadto w sytuacjach zagrożenia zewnętrznego wspólnoty mają skłonność do nieujawniania wewnętrznych trudności.
Zdaniem ks. Węcławskiego, brakuje swobodnej rozmowy w Kościele. Teolog uważa, że wynika to ze swoistego zastąpienia żywych ludzi przez wyobrażenia o nich. W rozmowie wyobrażenie dominuje, a różne idee, interesy, urzędy stają się ważniejsze niż ludzie. Ludzie Kościoła przestają mówić w swoim imieniu, a wypowiadają się w imieniu instytucji, ukrywają swoją osobistą odpowiedzialność. Do tego dochodzi poczucie władzy, mocy, panowania, a od tej słabości ludzie Kościoła nie są wolni.
Znany teolog zwrócił uwagę, że coraz częściej odczucie wiernych jest takie, że Kościół oficjalny zajmuje się sobą i swoimi urzędowymi sprawami. Ci, którzy oficjalnie odpowiadają za życie Kościoła, mają tak wiele obowiązków, że rozmijają się z ludźmi, z tymi, którym mają służyć. Narasta poczucie oderwania, wyobcowania od doświadczeń ludzi, a także przynależności do kategorii "onych", widoczne tym bardziej przy powiązaniach ze światem polityki. - Mało kto zajmuje stanowisko w sprawach, które obchodzą ludzi, a wielu mówi o sprawach, które mało kogo obchodzą - stwierdził ks. Węcławski.
Wskazał też na brak zaufania do wolności i do innych ludzi. Do tego całe papierkowe zaplecze towarzyszące sakramentom zakłada nieodpowiedzialność ludzi, co rzeczywiście w konsekwencji ją wzmaga. Rola świeckich w Kościele sprowadzona została do tego, co robią organizacje i ruchy religijne.
Zdaniem teologa, przeszkodą w dialogu jest też fałszywa idealizacja Kościoła, która odbiega od jego obrazu, jaki wierni widzą na co dzień. Dlatego ks. Węcławski uważa, że należy zmienić język, jakim mówi się o Kościele oraz przeorganizować życie Kościoła.
Rozwiązanie problemu dialogu wewnątrzkościelnego ks. Węcławski widzi w szczerych rozmowach z ludźmi, do których ma się zaufanie. Ważne jest, by nie bać się wypowiadać się inaczej niż jest to przyjęte oficjalnie, o ile nasze poglądy nie są wymierzone świadomie przeciwko komuś. Nie bać się poglądów innych niż obowiązujące i nie rezygnować z wypowiadania ich tylko dlatego, że mogą się nie spodobać rozmówcom. Nie odrzucać z góry zdania innych, nawet jeśli mogą one się okazać błędne. I nie poddawać się przymusowi z powodu obawy, że ktoś może być wykluczony ze wspólnoty za swoje poglądy.
Na pytanie czy zaangażowanie w życie społeczne jest koniecznością, czy możliwością, odpowiadał senator Jarosław Gowin. Jego zdaniem, nie można mówić ani o konieczności, ani o możliwości, lecz trzeba mówić o obowiązku zaangażowania w życie społeczne przez Kościół. Jednak należy rozróżniać Kościół instytucjonalny, hierarchiczny, od Kościoła jako wspólnoty wiernych. Każdy chrześcijanin, katolik ma obowiązek brania udziału w życiu społecznym swojego narodu. Unikanie takiego udziału, często usprawiedliwiane szpetotą polityki, jest grzechem zaniechania, prowadzi do samozamknięcia chrześcijan w getcie. Jest wyrazem braku nadziei, utraty ducha ewangelizacyjnego. A nikt nas nie zwolni z obowiązku stania na straży wolności, ochrony życia, sprawiedliwości i uczciwości. Zaangażowanie się przez Kościół wspólnotowy w życie społeczne i polityczne jest praktykowaniem wolności.
Z kolei Kościół instytucjonalny powinien działać w przestrzeni metapolitycznej, tzn. stać na straży zasad etycznych, którymi winna się kierować polityka. Bywają skrajne sytuacje, jak w czasach komunizmu, kiedy społeczeństwo wręcz oczekiwało od Kościoła zaangażowania w życie społeczne, ponieważ łamane były prawa człowieka. Ale zupełnie inaczej wygląda sytuacja w kraju demokratycznym. Tu istnieje niebezpieczeństwo, że politycy będą starali się traktować Kościół instrumentalnie, zasłaniając jego autorytetem własne słabości i nieudolność.
Jednocześnie Gowin przestrzegał katolików przed łatwym przekładaniem prawd wiary na rozstrzygnięcia polityczne oraz przed potępianiem współczesnej cywilizacji nazywanej liberalną. - W tej cywilizacji narasta wiele zjawisk negatywnych, ale dokumenty Kościoła przestrzegają przed demonizowaniem tych zagrożeń - podkreślał senator. Trzeba się strzec rzucania anatem na demokrację. Owszem, przeżywa ona kryzysy z powodu bierności obywateli oraz alienowania się i cynicznienia elit politycznych, ale Kościół stawia demokrację ponad wszystkimi innymi ustrojami.
Demokracja jednak potrzebuje trwałych wartości, bo bez nich może z niej wyrodzić się totalitaryzm. Politycy czy wyborcy nie mogą iść na kompromisy w takich kwestiach jak eutanazja, aborcja, czy wypaczanie definicji rodziny. Jednak - zdaniem Gowina - można być konserwatystą, liberałem lub socjalistą, a jednocześnie pozostawać dobrym katolikiem. Ponieważ relatywizm wartości należy odróżnić od uzasadnionego pluralizmu, a wiara nie jest ideologią. Katolik-wyborca, który wspiera swoim głosem jakąś partię, jest zobowiązany do przyglądania się jej programowi pod kątem moralności i nauki społecznej Kościoła.
Zdaniem senatora, na polskiej stronie politycznej dominuje cynizm, kłamstwo i nieodpowiedzialność, a moralny potencjał "Solidarności" się wyczerpuje. Polityk widzi jednak nadzieję w wymianie pokoleniowej. W młodszym pokoleniu rozróżnia dwie postawy: przekonanie, że warto żyć na sposób heroiczny, jak nauczał Jan Paweł II, stawiając sobie wymagania, kierując się nakazem bezinteresownej służby, oraz postawę pokolenia "AK", czyli pokolenia wychowanego na stylu polityki Aleksandra Kwaśniewskiego - polityki bez kręgosłupa, nakierowanej na własne korzyści i interesy własnej partii. - Jeżeli dzisiaj zastanawiam się jaka będzie przyszłość Polski, to uzależniam to od tego, czy będzie nią kierowało pokolenie JP2, czy pokolenie wychowane przez Aleksandra Kwaśniewskiego - zakończył Gowin.
Pierwszego dnia Tygodnia Społecznego, 24 kwietnia, debata dotyczyła wyborów politycznych. Socjolog prof. Ireneusz Krzemiński zastanawiał się, czy w Polsce mamy naiwnych wyborców. Jego zdaniem, odpowiedź jest dwuznaczna. Jeśli rozumieć naiwnego wyborcę jako takiego, który ufa politykom i ich obietnicom, to takich w Polsce nie ma. Wyborcy są nieufni, więc mało naiwni. - Nijak nie mogę się zgodzić z naiwnością polskiego wyborcy - podkreślał socjolog. Ale z pewnego punktu widzenia potencjalny wyborca jest naiwny, bo nie wierzy, że jego udział w wyborach cokolwiek znaczy, że jego głos ma znaczenie, bo sumuje się z innymi głosami wyborców. Prof. Krzemiński zastanawiał się jak to się stało, że w kraju, który wywalczył sobie wolność i pokonał partię dysponującą całkowita kontrolą, obywatele stracili wiarę w znaczenie swojego głosu.
Socjolog nie zgadza się z teoriami, że czas przemian ustrojowych w Polsce był okresem świątecznym, swoistym politycznym karnawałem, który się zakończył. Przyczyny naiwności wyborczej, rozumianej jako niewiara w siłę pojedynczego głosu, prof. Krzemiński upatruje w negatywnym postrzeganiu polityki i polityków, którzy zaczęli rządzić ponad głowami obywateli. Do tego 50 lat PRL-u pozbawiło Polaków umiejętności współdziałania i organizowania się. Nowe partie były niestabilne i nieudolne, traciły zaufanie i poparcie. Do tego przez ostatnie 15 lat demokracji w Polsce nie wykształcił się system wychowywania do demokracji nowych pokoleń. - Nasza młodzież jest oczywiście prorodzinna, otwarta, nie jest skłonna ulegać niedobrym stereotypom, pluralistyczna i popiera demokrację, ale nie widzi potrzeby zaangażowania się w życie wspólne, a już zupełnie w życie państwa - podkreśloł socjolog.
Z jego tezą o bierności wyborców zgodził się prof. Władysław Bartoszewski. Wskazał on, że głos w wyborach potrzebny jest wszystkim Polakom. Jednak połowa z nich, mimo iż podkreśla, że wie jak powinno funkcjonować państwo, nie bierze udziału w wyborach. Prof. Bartoszewski zwracał uwagę, że brakuje nam w Polsce nawyku kontrolowania polityków, którym udzieliło się wsparcia. - W Anglii obywatele przyglądają się wybranemu przez siebie politykowi i jeśli nie spełnia ich oczekiwań, więcej na niego nie głosują - przypomniał. Zwrócił uwagę, że Polacy należą do tych narodów, które odzyskały wolność, ale teraz powinni wziąć za nią odpowiedzialność.
Dziś wieczorem uczestnicy Tygodnia Społecznego rozmawiać będą o tym, dlaczego nie ma pieniędzy na kulturę. Miejscem spotkania będzie domek Storrady w Parku Żeromskiego, gdzie wieczorem odbędzie się również koncert jazzowy Stowarzyszenie Orkiestra Jazzowa. Ostatni dzień Tygodnia, czwartek 27 kwietnia, upłynie pod znakiem gospodarki.
Szczegółowy program Tygodnia znajduje się na stronie: www.ts.fundacjaveritas.org. Źródło KAI
|