|
|
| Tydzień Społeczny o wyborach, Kościele, kulturze i ekonomii |
|
Napisał: Mirosław Ostrowski
|
| poniedziałek, 08 maj 2006 |
Wybory polityczne, Kościół a dialog, pieniądze dla kultury i gospodarka - to tematy Tygodnia Społecznego w Szczecinie. Spotkanie, odbywające się pod hasłem "Czyja Polska?", trwało od 24 do 27 kwietnia.
|
Pierwszego dnia Tygodnia Społecznego debata dotyczyła wyborów politycznych. Socjolog prof. Ireneusz Krzemiński zastanawiał się, czy w Polsce mamy naiwnych wyborców. Jego zdaniem, jeśli rozumieć naiwnego wyborcę jako tego, kto ufa politykom i ich obietnicom, to takich w Polsce nie ma. Ale z pewnego punktu widzenia potencjalny wyborca jest naiwny, bo nie wierzy, że jego głos ma znaczenie, bo sumuje się z innymi głosami wyborców. Prof. Krzemiński zastanawiał się jak to się stało, że w kraju, który pokonał partię dysponującą całkowita kontrolą, obywatele stracili wiarę w znaczenie swojego głosu.
Przyczyny naiwności wyborczej, rozumianej jako niewiara w siłę pojedynczego głosu, socjolog upatruje w negatywnym postrzeganiu polityki i polityków, którzy zaczęli rządzić ponad głowami obywateli. Do tego 50 lat PRL-u pozbawiło Polaków umiejętności współdziałania i organizowania się. Nowe partie były niestabilne i nieudolne, traciły zaufanie i poparcie. Do tego przez ostatnie 15 lat demokracji w Polsce nie wykształcił się system wychowywania do demokracji nowych pokoleń.
Z jego tezą o bierności wyborców zgodził się prof. Władysław Bartoszewski. Wskazał on, że głos w wyborach potrzebny jest wszystkim Polakom. Jednak połowa z nich, mimo iż podkreśla, że wie jak powinno funkcjonować państwo, nie głosuje. Prof. Bartoszewski zwracał uwagę, że w Polsce brakuje też nawyku kontrolowania polityków. - W Anglii obywatele przyglądają się wybranemu przez siebie politykowi i jeśli nie spełnia ich oczekiwań, więcej na niego nie głosują - przypomniał. Zwrócił uwagę, że Polacy należą do tych narodów, które odzyskały wolność, ale teraz powinni wziąć za nią odpowiedzialność.
Kolejny dzień poświęcony był zdolności Kościoła do dialogu a także możliwości jego zaangażowania się w życie społeczne narodu. Wybitny teolog, ks. prof. Tomasz Węcławski przypomniał, że do dialogu jest zdolny tylko ten, kto zadaje pytania sobie samemu. Uznał, że w Kościele nie istnieją pytania, których nie można zadać, nawet jeśli kwestionują coś lub naruszają pewien porządek. Za to, jego zdaniem, istnieje poczucie oporu wobec otwartej rozmowy. Ponadto w sytuacjach zagrożenia zewnętrznego wspólnoty mają skłonność do nieujawniania wewnętrznych trudności.
Zdaniem ks. Węcławskiego, ludzie Kościoła przestają mówić w swoim imieniu, a wypowiadają się w imieniu instytucji, ukrywając swoją osobistą odpowiedzialność. Wierni często mają poczucie, że Kościół oficjalny zajmuje się sobą i swoimi urzędowymi sprawami. Zdaniem teologa, przeszkodą w dialogu jest też fałszywa idealizacja Kościoła, która odbiega od jego obrazu, jaki wierni widzą na co dzień. Rozwiązanie problemu dialogu wewnątrzkościelnego ks. Węcławski widzi w szczerych rozmowach z ludźmi, do których ma się zaufanie. Ważne jest, by nie bać się wypowiadać się inaczej niż jest to przyjęte oficjalnie i nie odrzucać z góry zdania innych, nawet jeśli mogą one się okazać błędne.
Na pytanie czy zaangażowanie w życie społeczne jest koniecznością, czy możliwością, odpowiadał senator Jarosław Gowin. Jego zdaniem, nie można mówić ani o konieczności, ani o możliwości, lecz o obowiązku zaangażowania w życie społeczne przez Kościół. Jednak należy rozróżniać Kościół instytucjonalny, hierarchiczny, od Kościoła jako wspólnoty wiernych. Każdy chrześcijanin, katolik ma obowiązek udziału w życiu społecznym swojego narodu. W przeciwnym razie popełnia grzech zaniechania, co prowadzi do samozamknięcia chrześcijan w getcie. A nikt nas nie zwolni z obowiązku stania na straży wolności, ochrony życia, sprawiedliwości i uczciwości. Zaangażowanie się przez Kościół wspólnotowy w życie społeczne i polityczne jest praktykowaniem wolności. Z kolei Kościół instytucjonalny powinien działać w przestrzeni metapolitycznej, tzn. stać na straży zasad etycznych, którymi winna się kierować polityka.
Trzeci dzień Tygodnia Społecznego poświęcony był kulturze i jej finansowaniu. Zaproszeni goście: historycy literatury prof. Przemysła Czapliński i dr Andrzej Skrendo oraz Marek Sztark dyrektor Opery na Zamku w Szczecinie, Bartosz Wójcik z OFFicyny i Konrad Pachciarek z Ośrodka Teatralnego "Kontrasty" próbowali odpowiedzieć na pytanie czy są pieniądze na kulturę. Doszli do wniosku, że o kulturze nie można mówić bez ekonomii, ale nie można mówić o kulturze tylko w języku ekonomii. Zwracali uwagę na ogólną dostępność produktów kultury, nawet jeśli ich cena, jak cena książek czy biletów do teatru, jest wysoka. Kultura została wprawdzie zdominowana przez prawa rynkowe, ale zwiększyła się też liczba kulturalnych inicjatyw. Część odpowiedzialności za to, czy ich twórczość trafi do odbiorcy, spoczywa na samych artystach. Zaś pieniądze są na samym końcu procesu przekazywania sztuki szerokiemu odbiorcy. Poprzedza je kreatywność i chęć działania.
Tydzień Społeczny w Szczecinie zakończyła dyskusja o gospodarce. Prof. Dariusz Filar, członek Rady Polityki Pieniężnej, tłumaczył dlaczego nie można majsterkować w ekonomii? Jego zdaniem, stan dzisiejszej gospodarki jest najlepszy od kilkudziesięciu lat, lecz nie potrafimy tego docenić. Politycy zaś ulegają pokusie łatwych i efektownych działań, które jednak w rezultacie przynoszą gospodarce szkody, bo nie uwzględniają mechanizmów, jakie nią rządzą. "Majstrowanie" przy gospodarce przynosi straty, a najważniejsze są stabilne ramy, w których będzie przestrzeń na działanie podmiotów gospodarczych.
Tematem wieczoru było pytanie "Dlaczego nie ma cudów w ekonomii?" Prof. Stanisław Flejterski z Uniwersytetu Szczecińskiego prowokacyjnie przypomniał o "cudach" gospodarki niemieckiej, japońskiej czy chińskiej. - Używamy słowa "cud" w odniesieniu do gospodarki, co nie zmienia faktu, że w gospodarce cudów nie ma - ripostował prof. Filar. Tłumaczył, że prawdziwy cud jest aktem woli Bożej, którego nie można zrozumieć, a wszelkie "cuda" w gospodarce mają swoje przyczyny, można je wytłumaczyć.
- Przestrzeń debaty jest nam potrzebna do uświadomienia sobie kim jesteśmy jako społeczność, wspólnota - uważa dominikanin o. Mirosław Ostrowski, prezes Fundacji Veritas. Jego zdaniem debata jako spotkanie służy nie tylko zrozumieniu własnej tożsamości, ale i wykształcaniu odpowiedzialności za kształt miejsca, w którym żyjemy.
Tydzień społeczny zorganizowała Fundacja Veritas oraz Instytut Cultura et Ratio. Spotkania odbywały się w "Bazylice pod blachą" przy kościele ojców dominikanów oraz w Parku Żeromskiego.
Źródło KAI |
|
|
|